sobota, 12 września 2015

Najlepszy z rodu: Babydream Sensitive

Jako włosomaniaczka musiałam oczywiście przejść etap olejowania włosów olejkami Babydream. Wypróbowałam oba: biały i niebieski. Mimo entuzjastycznych recenzji na wielu blogach, olejki te u mnie się niezbyt sprawdziły. Tuż przed wakacjami znalazłam w Rossmannie trzecią wersję - Sensitive, w różowej butelce. Przeprowadziłam małe śledztwo, które wykazało, że wersja ta została kilka lat temu wycofana, ale powróciła z minimalnie zmienionym składem. Oczywiście po rzucie oka na skład olejek trafił do koszyka, a potem na moje włoski. I stał się cud na głowie :)

Babydream Sensitive

Skład: Ethylhexyl Stearate, Butyrospermum Parkii Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Tocopherol, Tocopheryl Acetate.

W poprzedniej wersji były te same składniki, w innej kolejności.


Dla porównania podaję składy pozostałych wersji:

Skład wersji niebieskiej: Helianthus Annuus Seed Oil, Cetearyl Isononanoate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Caprylic/Capric Triglycerine, Chamomilla Recutica Flower Extract, Bisabolol, Calendula Officinalis Flower Extract, Tcopheryl Acetate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Parfum.

Skład wersji białej (fur mama):  Glycine Soja (Soybean) Oil, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil/unsaponifiables, Simmondsia Chinensis (Jojoba)Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopherol, Parfum.
 

Moje włosy reagują puchem na olej ze słodkich migdałów i słonecznikowy, które są wysoko w składzie niebieskiej i białej wersji. Wersja różowa zawiera  tylko dwa oleje: masło shea, należące do olejów nasyconych, polecanych do włosów niskoporowatych oraz olej z dzikiej róży, należący do grupy olejów wielonienasyconych, polecanych dla włosów wysokoporowatych. Najwyraźniej moim włosom taka kombinacja bardzo się podoba!


Po lewej z odchyloną głową, po prawej w wersji wyprostowanej - włosy zagięły mi się od koczka :(

Wersja różowa działa jak magia: włosy są piękne, lśniące i nie puszą się - zdjęcia zrobione były w pierwszy prawdziwie jesienny dzień w tym roku: było zimno, wietrznie i deszczowo. Jak widać, nawet przy tak niesprzyjającej pogodzie włosy wyglądają przyzwoicie, mimo że dwa razy zmokły, przed pracą i po. Po prostu cud :) 

BTW, na tych zdjęciach widać, jak niestety na długości włosów podwyższa się ich porowatość - końcówki wyglądają znacznie gorzej, niż zdrowe, proste i absolutnie gładkie włosy na długości mniej więcej do ramion. Po obejrzeniu tych zdjęć wpadłam na pomysł, aby dodawać do tego olejku trochę czystego arganowego., który moje włosy bardzo lubią. Po kilku eksperymentach dodaję go do porcji oleju nakładanej na włosy od połowy długości - włosy przy nasadzie po połączeniu arganowego z masłem shea trochę szybciej się przetłuszczają, za to bardziej porowata reszta jest zachwycona tą kombinacją. Włosy są mięsiste, a trudno o taki efekt przy bardzo cienkich włosach i pięknie błyszczą. Po wakacyjnych zniszczeniach, o których psiałam po powrocie z Włoch, nie ma już prawie śladu. Różowy Babydream zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej!

Jeśli macie włosy o niższej porowatości, koniecznie wypróbujcie ten olejek :)

środa, 9 września 2015

Doda wie, co dobre dla włosów ;)

Przyznaję się bez bicia: zdarza mi się zajrzeć na Plotka :D Jakiś czas temu jednym z najważniejszych niusów była wartość kosmetyczki Dody, którą piosenkarka pokazała na swoim Instagramie. Dziennikarki wyceniły ją na ponad 9.000 zł, oczywiście trąbiąc o najdroższych markach i horrendalnych cenach za luksusowe kosmetyki. Moją uwagę przykuł znajomo wyglądający słoik i buteleczka :)


Tak, tak! W słynnej kosmetyczce znalazła się maska Biovax do włosów blond oraz do kompletu szampon. Najwyraźniej Doda tak samo jak włosomaniaczki wie, że dobre kosmetyki do włosów nie muszą kosztować fortuny, a po co przepłacać, skoro za niską cenę można kupić coś ekstra. I tylko "kompetentna" dziennikarka Plotka wytknęła złośliwie:
Jedyne, na czym wydaje się "oszczędzać" artystka to produkty do włosów. Szampony i maski firmy Biovax kosztują od 20 do 60 zł., także serum marki Toni&Guy nie należy do bardzo drogich, bowiem w drogerii zapłacimy za nie 43 zł.
Ja uważam, że jeśli ktoś, kogo stać na najdroższe produkty, wybiera coś tańszego, to nie jest to przypadek ani oszczędność, tylko świetna jakość i najlepsza rekomendacja :) Całą wycenę znajdziecie tutaj.

A teraz powiedzcie - zdarzyło się Wam zobaczyć w sklepie maski Biovax za 60 zł? :D

poniedziałek, 7 września 2015

Jesienią zapuszczamy włosy :)


Zapuszczamy włosy jesienią 2015 :)

Hej Dziewczyny, melduję, że przyłączyłam się do akcji jesiennego zapuszczania włosów. O szczgółach możecie poczytać u organizatorki na blogu Włosy na emigracji - zapuśćmy się jesiennie :)  Akcja trwa do 30 listopada 2015.


Niestety, na początku akcji będę musiała ściąć podniszczone końcówki, więc jeszcze w tym tygodniu zaplanowałam wizytę u fryzjera. Moim marzeniem jest 6 cm przyrostu, co oznaczałoby 2 cm miesięcznie i może być dla mnie trudne do osiągnięcia, więc nawet 4 cm powitam z zadowoleniem. A może i 6 się uda? Byłoby super!

Mój jesienny plan zapuszczania włosów wygląda tak:

Wewnętrznie:


1. Codziennie wieczorem napar z pokrzywy lub skrzypopokrzywa.
2. Dieta bogata w owoce, warzywa i orzechy. Przyda się nie tylko włosom :)
3. Biotyna - kupiłam słoik biotyny firmy Swanson, 100 tabletek po 5 mg.
4. Yerba mate, którą piję głównie dla właściwości pobudzających, ale ma też wpływ na porost.

Zewnętrznie:


1. Wcierka Joanna Rzepa. Kupiłam 3 butelki w promocji w Superpharmie - jeśli macie ochotę ją zakupić, to jest dostępna w cenie 6,49 za butelkę :)

2.  Maski przyspieszające porost: Maska Biovax do włosów przetłuszczających się oraz Maseczka Drożdżowa Babuszki Agafii. Pierwsza zawiera wyciąg z pokrzywy i biosiarkę, mam nadzieję, że pomogą one wzmocnić moje cebulki. Jestem zaopatrzona w słój 500 ml. Druga zastąpi u mnie picie drożdży, bo mój organizm tego nie toleruje - po drożdżach mam potworne problemy żołądkowe i po prostu nie mogę ich pić. Mam dwa słoiki. Maskę Biovax będę stosować także na długość, a Babuszkę tylko na skalp, bo na długości moje włosy za nią średnio przepadają, robią się zbyt sypkie.

Ponadto standard, czyli olejowanie (codzienne, bo włosy po wakacjach są przesuszone) oraz serum na końcówki. Z olejów używam teraz głównie arganowego, olejku Babydream Sensitive i Sesy, która mi się już kończy i zostanie zastąpiona Heenarą. Do końcówek serum Elseve, w którym powoli widać dno, więc być może zrobię eksperyment i wypróbuję coś nowego.

Mam nadzieję, że się uda i za trzy miesiące będę mogła pochwalić się wynikiem. Chyba jeszcze się nie chwaliłam, ale mam dodatkową motywację - w przyszłym roku odbędzie się mój ślub, a wymarzona fryzura to piękne długie fale :) 

  Follow my blog with Bloglovin

piątek, 4 września 2015

Powakacyjna sierpniowa aktualizacja włosów

Witajcie, na blogu trwała dłuższa przerwa, niestety po urlopie trochę czasu trwało, zanim doszłam do siebie. Włoskie wakacje udały się wspaniale: słońce, przemili ludzie i cudowne krajobrazy. Wróciłam z wakacji mega zadowolona, czego niestety nie mogę powiedzieć o moich włosach...

Nic dziwnego! Środek dnia spędzałam w górach, w których było wysoko, gorąco i bardzo sucho, a resztę czasu nad jeziorem, często tysiąc metrów niżej, fundując włosom prawdziwy pogodowy rollercoaster. Do tego miejscowa woda bardzo nie pasowała ani mojej skórze, ani włosom. Mimo że urlop był cudowny, to niemal każdy dzień był bad hair day! Nie pomagało nic, a przecież wzięłam ze sobą włosowe pewniaki. Odżywka Timotei z olejkami, która podczas zeszłorocznych upałów sprawdziła się w 100%, tym razem była bezradna. Decyzja o zaoszczędzeniu miejsca i zabraniu żeli pod prysznic jako 2w1 do mycia włosów też okazała się błędna, mimo że w warunkach domowych włosy były z nich zadowolone. Przesuszone włosy okropnie mi się plątały podczas mycia, a ja męcząc się z ich rozplątywaniem marzyłam o dobrym szamponie. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby moje bardzo cienkie włosy tolerowały zestaw maska lub odżywka d/s, a na to jeszcze w dużej ilości odżywka b/s, i to dość ciężka, bo silikonowo-olejowy GlissKur. Niestety, dopiero po takim zestawie mogłam bez drgawek spojrzeć w lustro, a wcześniej rozczesać włosy nie wyrywając ich sobie garściami.

Z niespodziewanych włosowych pozytywów - myłam włosy zazwyczaj co drugi dzień, co jak na mnie jest rekordem nieosiągalnym od czasów dzieciństwa. Horror dojrzewania to było u mnie mycie włosów dwa razy dziennie, bo tak szybko się przetłuszczały. Żałowałam na początku wyjazdu, że nie zabrałam suchego szamponu, ale potem się cieszyłam. Włosy i tak spędzały większość czasu pod chustką lub kaskiem wspinaczkowym, więc nie straszyłam przetłuszczoną czupryną, a suchy szampon, oparty bądź co bądź na alkoholu, pewnie by narobił dodatkowych szkód.




Sierpniowa aktualizacja włosów: 63 cm od czoła, 35 cm pasmo kontrolne


Niestety wkrótce czeka mnie podcięcie, bo końcówki (podcinane ostatnio w marcu) zaczęły już wyglądać mało ciekawie. Wprawdzie nie są bardzo rozdwojone, za sprawą sumiennego używania serum do końcówek, ale zaczynają wyglądać piórowato. Zaczynam szukać kolejnej metody na przyrost, bo wygląda na to, że moje włosy osiągnęły granicę, powyżej której nie chcą rosnąć. Widzę zagęszczenie włosów i przyrost baby hairów, które tworzą mi nad czołem nieplanowaną grzywkę, jednak niestety stare włosy bardzo mi wypadają, znajduję w wannie właśnie takie najdłuższe włosy. Może po prostu taki jest żywot moich włosów i niewiele da się nic z tym zrobić? Moje wymarzone 80-85 cm długości chyba jeszcze długo będzie nieosiągalne. Od ostatniej aktualizacji nie zanotowałam praktycznie żadnego przyrostu długości :(

Po urlopie oczywiście natychmiast zaczęłam włosową terapię powakacyjną. Wezwałam na ratunek niezawodny olej Sesa na zmianę z arganowym, który dobrze mi służy i ładnie dociąża włosy oraz maski Biovax. Musze przyznać, że stosowanie Sesy w taki upał do był hardkor, jak lubię jej zapach, to nie przy 30 stopniach upału w nocy! Starałam się bardzo szybko zasnąć, żeby się nie udusić. Już nawet kozi zapach oleju arganowego był mniej męczący ;)  Na szczęście miałam też przezornie zachomikowany na wypadek włosowej awarii w tajnej szufladzie z zapasami słoik maski Biovax do włosów suchych i zniszczonych. Po kilku użyciach na 20 minut pod folię jest różnica, włosy wracają do normy. Przywiozłam też z wakacji dwie ciekawe odżywki o składzie dobrym dla włosów o niższej porowatości, napiszę Wam o nich niebawem, wraz z krótką relacją o włosach Włoszek, które były dla mnie sporym zaskoczeniem :)

sobota, 8 sierpnia 2015

Moja wakacyjna kosmetyczka

Witajcie! Dziś zaczynam wymarzony urlop i właśnie pakuję moją włosową kosmetyczkę na wyjazd do słonecznej Italii :) Ponieważ wakacje to dla mnie czas relaksu, nie chcę taszczyć tysiąca kosmetyków, więc  na przykład jedyne kosmetyki do makijażu to błyszczyk i puder, których i tak na pewno nie będę używać codziennie. Ale włosy to inna sprawa! Dwa tygodnie w pełnym słońcu mogą spowodować duże zniszczenia, więc zabieram sprawdzone produkty, które pomogą mi uniknąć pourlopowego szoku :)


Szampony: żele pod prysznic Yves Rocher, które zawierają aloes i ALS, jako 2 w 1 oraz żel do higieny intymnej z aloesem Facelle.

Odżywki i maski: Timotei drogocenne oleje - mój wakacyjny hit, emolientowa odżywka o fajnym składzie i pięknym słodkim zapachu, pisałam o niej tutaj. Ponadto GlissKur Oil Nutritive w sprayu, żeby zabezpieczyć włosy olejami i silikonami przed upałem. No i dodatkowo oczywiście kilka masek Biovax w saszetkach, które są lekkie, poręczne i będą robić za S.O.S. dla włosów.

Nie zabieram - wypakowałam z kosmetyczki po protestach narzeczonego (cytuję: "kochanie, w samochodzie oprócz bagażu musimy zmieścić się jeszcze my!"): olej do włosów i serum do końcówek - maski Biovax i odżywka Timotei mają na tyle bogaty skład, że mogę na chwilę zrezygnować z olejowania włosów, a silikonowo-olejowy spray GlissKur zastąpi serum do końcówek.


Życzę Wam również słonecnzych wakacji i do usłyszenia za dwa tygodnie!

środa, 29 lipca 2015

Evree SuperSlim: olejek antycellulitowo-wyszczuplający, który naprawde działa!

Dziś chciałam Wam przedstawić najlepszy produkt na cellulit, jakiego kiedykolwiek używałam: modelujący olejek do ciała do wszystkich rodzajów skóry Super Slim firmy Evree. Jak dotąd zużyłam już dwie butelki tego olejku, trzecią właśnie rozpoczynam, a czwartą kupiłam w prezencie dla przyjaciółki, która rozpoczęła dietę odchudzającą. Jak już się domyśliłyście, olejek podbił moje serce i usunął w cień wszystkie inne produkty antycellulitowe! Zapraszam do przeczytania recenzji :)


Preparaty odchudzająco-antycellulitowo-modelujące cieszą się wśród kobiet dziwną sławą. Krążą na ich temat dwie skrajnie różne opinie: jedna, że nie działają i szkoda na nie pieniędzy, a druga każe kobietom co roku na wiosnę kupować najdroższe preparaty, które obiecują redukcję centymetrów i błyskawiczne ujędrnienie. Prawda jest taka, że tego rodzaju preparaty mogą genialnie wspomóc walkę o piękną sylwetkę, ale trzeba przestrzegać kilku zasad: dieta, ruch i masaż. Ja stosowałam olejek Evree podczas kuracji odchudzającej, o której wiedziałam, że jeśli wytrwam, to będzie skuteczna i sprawi, że pozbędę się wielu kilogramów nadwagi. Jednocześnie zdawałam sobie sprawę z tego, że wiele kobiet po takich dietach bez ubrania wstydzi się pokazać jeszcze bardziej niż mając nadwagę z powodu wiszącej skóry, która nie chce się wciągnąć i szpeci o wiele gorzej, niż fałdy tłuszczu. Olejek Evree spełnił swoje zadanie w 100%! Używałam go również po diecie, zrobiłam przerwę na wykończenie innego preparatu zalegającego w szafce od zimy i znów do niego wracam.

Skład produktu jest bardzo obiecujący:

Skład: Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil,Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caprylic Trigliceryde, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Algae Extract, Plankton Extract, Ascophyllum Nodosum Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Crithum Martimium Extract, Perilla OcymoidesSeed Oil, Citrus Grandis (Grapefruit)Peel Oil, tocopheryl Acetate, Capsicum Frutescens Fruit Extract, Phenoxyethanol, Ethylhexyglycerin, BHA, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene, Carboxaldehyde, Limonene


Producent obiecuje wiele cudowności:wyszczuplenie, ujędrnienie, nawilżenie i wygładzenie,a także zmniejszenie obrzęków. Ale za to uczciwie dodaje, że olejek przynosi spektakularne rezultaty w połączeniu z ruchem i masażem! Masaż wykonywałam regularnie co wieczór, aplikując olejek na lekko wilgotną po prysznicu skórę. Olejek wtedy najlepiej się wchłaniał, co czułam poprzez jego rozgrzewające właściwości - aplikowany na sucho nie działał tak mocno. Oczywiście dbałam o regularny piling lub szczotkowanie ciała rękawicą z juty, żeby stary naskórek nie blokował wchłaniania się dobroczynnych składników. Nakładałam go na rejony strategiczne: przede wszystkim brzuch i "boczki", na których skupiałam się najbardziej, gdyż to one są moją zmorą. Uda i pośladki dostawały mniejszą porcję olejku i masażu, bo są znacznie mniej problematyczne. W brzuch wmasowywałam olejek okrężnymi ruchami, a boczki starałam się mocnymi ruchami wyciągnąć do góry, po kilka minut na każdą stronę. 

Efekty są naprawdę bardzo dobre: skóra jest bardziej jędrna i napięta, a gdy traciłam kilogramy (w sumie 7 w miesiąc), wciągała się bez problemu i wygląda teraz znacznie lepiej niż przed dietą. Oczywiście jest to też zasługa ogromnej ilości owoców i warzyw oraz ziół, ale ten olejek był dla mnie równorzędnym składnikiem kuracji odchudzającej. Olejek aplikowany poprzez masaż likwiduje obrzęki i opuchliznę, co jest moją zmorą. Jeśli budzicie się rano z opuchniętym ciałem i masą wody, która schodzi po ćwiczeniach fizycznych, sprawiając, że wyglądacie na 2-3 kilo szczuplejsze po jednym treningu, to wiecie, co mam na myśli. Taka opuchlizna sprawia, że człowiek wygląda na grubszego, niż w rzeczywistości! Talia mi się poprawiła i mam lepsze proporcje niż kiedykolwiek, mimo że  nie mam teraz swojej najszczuplejszej sylwetki.

Podsumowując: uważam, ze wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Rzadko się to zdarza. Po prostu produkt na szóstkę!

środa, 22 lipca 2015

Dwa hity wśród masek Biovax: maska drogocenne oleje i do włosów osłabionych z aloesem

Dziś przedstawiam Wam dwie maski do włosów Biovax, które zdominowały łazienkową półkę na przełomie wiosny i lata. Jedna - to wielka i wieczna miłość od pierwszego wejrzenia, a druga - niespodziewanie gorący letni romans. Obydwie warto wypróbować!

z lewej: Maska Biovax Drogocenne Oleje 
z prawej: Intensywnie regenerująca maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania

Maska Biovax Drogocenne Oleje 

Przedstawiam Wam mój numer 1 w pielęgnacji włosów! Mojego największe włosowe odkrycie pochodzi jeszcze sprzed etapu świadomego dbania o włosy, który datuję na luty 2014. Jest to pierwszy produkt, po którym miałam słynny efekt wow - "włosy jak z reklamy". Pamiętam, że gdy użyłam jej idąc do sauny, to potem siedziałam i maniakalnie oglądałam i dotykałam włosy, bo nie mogłam uwierzyć, że to moje własne! W tej chwili właśnie wyrzucam kolejny pusty słoik tej maski, tym razem w wersji XXL i na pewno jeszcze wielokrotnie do niej wrócę.

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Quaternium-87, Cetrimonium Chloride, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Betaine, Acetylated Lanolin, Lawsonia Inermis Leaf Extract, Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Salicylate

Skład maski opiera się na trzech olejach: kokosowym, arganowym i makadamia. Wiele osób boi się oleju kokosowego w składzie, gdyż słynie on z puszenia włosów średnio- i wysokoporowatych. Uwaga - moje cienkie i niskoporowate włosy ta maska też czasami lekko puszy! Spuszenie dotyczy górnej warstwy i mija po kilku godzinach (1-3, zależnie od pogody), pozostawiając piękne, lejące, ciężkie, ale nie obciążone lśniące włosy pełne objętości. Żeby było śmieszniej, nie jest to raczej wina oleju kokosowego, bo on działa na nie świetnie. Winowajcy upatruję w oleju makadamia, bo mieszanki z jego dodatkiem zazwyczaj mają taki wpływ na moje włosy. Na szczęście nawet przy fatalnej pogodzie nie jest to duży puch i szybko mija. Włosy są naprawdę piękne. Gdy używałam tej maski nie olejując regularnie włosów, efekt był piorunujący - teraz już na bardziej zadbanych włosach nie ma takiego kontrastu, bo i włosy przed użyciem wyglądają dużo lepie, ale wciąż widać różnicę.

Maska ta jest bogata i bardzo emolientowa, więc trzeba ją oswoić - ja nie używam jej, jeśli wcześniej kładłam na włosy olej bez ziół, bo to już dla nich za dużo. Były obciążone i przetłuszczały się wyraźnie szybciej przy skórze głowy. Po oleju z ziołami tylu Sesa - nie ma problemu :) Dodam, że maskę stosuję na całe włosy - co prawda wiele osób twierdzi, że należy używać masek tylko od ucha w dół, ale przy maskach o niepodrażniającym składzie nie stosuję się do tej zasady. Nie chcę zaniedbywać zdrowych włosów przy skórze po to, aby za jakiś czas ratować zaniedbania i męczyć się ze zniszczeniami, gdy podrosną i staną się włosami poniżej ucha. Poza tym, skóra mojej głowy lubi natłuszczenie olejkami, a dzięki pilingowi cukrowemu, o którym napiszę kolejnym razem, udało mi się ograniczyć przetłuszczanie.

Dodam, ze cena regularna tej maski w sklepach stacjonarnych to ok. 20 zł za 200 ml. W sklepie firmowym 24,90 za 500 ml i 16,70 za 200 ml. Kupuję tę maskę szukając promocji w SuperPharmie lub w sklepie firmowym L'biotica. Maska bywa też często w promocji w Hebe, ale wolę SuperPharm, bo gdy kupuję tam produkty Biovax, to dostaję potem na maila spersonalizowane kupony na produkty tej firmy z super okazjami. Regularna cena nie jest zła, dla tej maski żadna cena nie jest zbyt wysoka, ale skoro można kupić coś w promocji, to po co przepłacać? ;)

Maska do włosów słabych ze skłonnością do wypadania

Ten Biovax również gościł już w mojej łazience, bodajże jesienią. Nie wzbudził wtedy we mnie zachwytu, ale kilka miesięcy temu podczas zakupów w Superpharmie, gdy akurat te dwa rodzaje masek Biovax XXL były w promocji (oleje i do włosów słabych), wrzuciłam go do koszyka skuszona opinią na Wizażu, że może pomóc przedłużyć świeżość włosów. Poza tym kończyła mi się wówczas maska NaturVital, a chciałam mieć jakiś produkt z dużą ilością aloesu. Kupiłam, a zawartość wielkiego słoika zniknęła błyskawicznie!

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol (And) Ceteareth - 20, Cetrimonium Chloride, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetylated Lanolin, Glycerin, Lawsonia Inermis Extract, Mel (Honey) Extract, Parfum, Benzyl Alcohol (And) Methylchloroisothiazolinone (And) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Linalool, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, C.I. 42090

Maska ta jest lżejsza niż wersja z olejami i świetnie nawilża, oczywiście jeśli nie żyjecie w stanie wojny z aloesem, którego jest tu sporo. Jej konsystencja jest mniej zbita i przez to mniej wydajna. Za to genialnie nawilża skórę głowy i łagodzi podrażnienia! Zbadałam to nie tylko ja, ale również mój narzeczony, który bez żadnych ponagleń z mojej strony sam zabrał się za zawartość słoja, dzięki czemu zyskał zmniejszone wypadanie włosów i nawet baby hairy. Dodam, że ma on atopową skórę i mało który produkt na niego tak dobrze działa. Jeśli Wasi mężczyźni mają problem z wypadającymi włosami, to warto im tę maskę podsunąć :)

Same włosy po jej użyciu są miękkie i sypkie, trochę spuszone i trzeba je potraktować cienką warstwą jakiegoś sprayu z silikonami. Natomiast mimo że maska jest lekka, to widać długotrwałe działanie. To jest powód, dla którego co najmniej jedną maskę Biovax z klasycznej linii mam zawsze w łazience - niezależnie od tego, jak moje włosy wyglądają zaraz po myciu, bo nie po każdej są zachwycające, po każdej masce widzę długotrwałe pozytywne działanie. Po miesiącu, gdy chciałam zimą solidnie przetestować maskę Kallos w ramach testu na blogu Anwen i odstawiłam wszelkie inne maski, widziałam pogorszenie stanu włosów. Biovax forever! ;)

PS w kwestii technicznej: maski Biovax w wersji XXL przychodzą bez próbki serum, jest do nich dołączony czepek. A gdybyście chciały kupić Biovax drogocenne oleje w dużej pojemności, a macie pod reką SuperPharm, to rozejrzyjcie się, czy nie ma ich gdzieś w okolicach półki z "normalnymi" Biovaxami - ostatnio widziałam je na najwyższej półce, w cenie ok. 21 zł.

niedziela, 19 lipca 2015

Prosalon, maska regenerująca z mlekiem i miodem - uwaga na głowę!

Dziś mam dla Was recenzję maski do włosów, która pokazała mi, że jednak warto bardzo uważnie patrzeć na skład, szukając nie tylko dobrych składników, ale też patrząc, ile złego siedzi w  interesującym nas słoiczku czy buteleczce, bo można sobie zrobić krzywdę!

Przy okazji jakiejś wyprzedaży w Hebe jakieś pół roku temu wpadła mi w oko maska regenerująca Prosalon z mlekiem i miodem. Zachęcona dobrymi efektami maski miodowej Seri, pomyślałam, że kolejna miodowa maska będzie w sam raz na włosy zmaltretowane czapką i zimową pogodą. Sprawdziłam - miodek, hydrolizowana keratyna i proteiny mleczne wysoko w składzie, jest ok. Maskę tę można kupić w dwóch pojemnościach: 200 g lub 1000 g.Słoiczek 200 g w promocji kosztował kilka złotych, więc maska Prosalon trafiła do koszyka, potem do łazienki i mniej więcej w maju wreszcie ją wymęczyłam do końca.

Prosalon, maska regenerująca z mlekiem i miodem

Na włosach miód i proteiny zawarte w tej masce spisały się nieźle. Nie był to produkt, po którym miałam włosy jak marzenie, takie rzeczy mam tylko po emolientowych maskach i odżywkach z toną olejków, ale wyglądały dobrze. Były dociążone, mięsiste, błyszczące i nienapuszone. A więc - co jest nie tak z tą maską? Podrażnia. Podrażnia po prostu kosmicznie! Dlatego też tak naprawdę marnowałam wszystkie jej dobroczynne właściwości , bo po kilku próbach zastosowania jej pod czepek na pół godziny, zakończonych podrażnioną skóra głowy i upiornym swędzeniem, używałam jej tylko jako odżywki, na krótką chwilę i oczywiście na włosy od ucha w dół. Pod czepkiem, nawet gdy starałam się nakładać ją tylko na dolną część włosów, migrowała na skórę i szkodziła. A używana jako odżywka tak naprawdę nie miała szans wiele zrobić, bo jak wiadomo, coś, co siedzi na włosach kilka minut, nie ma szans dogłębnie zregenerować włosów, w tak krótkim czasie proteiny nawet za bardzo nie zadziałają.

A teraz skład - i wszystko jasne:

Skład: Aqua, Cetaryl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Hydrolized Keratin, Hydrolized Milk Protein, Lactose, Propylene Glycol, Mel Extract, Panthenol, Parfum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Potassium Sorbate, Citric Acid, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde

W masce tej znajdziemy jakiś potworny zestaw drażniących substancji. Parada parabenów, za którymi defilują dwa słynące ze swojego alergicznego potencjału składniki:  methylisothiazolinone i methylchloroisothiazolinone. Po co w masce jest tego tyle, nie wiem, nie jestem chemikiem - ale jeśli parabenom towarzyszą składniki, które miały parabeny zastąpić w roli konserwantów, a tu są wszystkie naraz, to ja nic nie rozumiem. Nie mam parabenofobii, nie cierpię na ekomanię, ale może popełniam błąd, za który płacę swędzącymi plackami na głowie? Na pewno po doświadczeniach z tą maską zamierzam uważniej czytać składy!

Na etykiecie producent zaleca trzymanie tej maski tylko na kilka minut i w tym wypadku rzeczywiście trzeba trzymać się tego zalecenia. Trzymając ją dłużej można zaszkodzić swojej skórze. Podstępne jest to, że same włosy mogą po tej masce wyglądać dużo lepiej, co widać choćby po recenzjach w KWC:  klik, a przecież dobre efekty zachęcają... Radzę w tej cenie kupić inny produkt, o podobnych zaletach, ale bez takiego potencjału drażniącego.

sobota, 18 lipca 2015

Jestem księżniczką: szampon Lilliputz z Rossmanna

Witajcie! Dziś prezentuję Wam moje odkrycie z Rossmanna - szampon dla księżniczek :) Odkryłam go buszując na półce z kosmetykami dla dzieci w poszukiwaniu łagodnego myjadła do włosów.  Popularny w blogosferze szampon Babydream niestety nie sprawdził się u mnie, bo powodował potworne podrażnienia, podobnie jak jeden z szamponów Alterry, po którym po trzech użyciach miałam ranki na głowie. Udało mi się jednak znaleźć w Rossmannie małe cudo, które zostało alternatywą dla szamponów Biovax, które są świetne, ale sporo kosztują, co ma znaczenie przy moich codziennie mytych i coraz dłuższych włosach. Zapraszam do przeczytania recenzji :)

Szampon Lilliputz dla księżniczek

Trudno nazwać ten szampon niepozornym - ma baaardzo różowy kolor i świeci się z daleka milionem drobinek. Z jednej strony przyciąga tym uwagę i budzi głęboko ukryte dziecko - nie wiem, jak Wy, ale ja jestem dzieckiem lat osiemdziesiątych i za moich dziecięcych czasów nie było takich cudeniek, więc coś w środku od razu zagrało i kazało sięgnąć po różową buteleczkę. Z drugiej strony, taki kolor i drobinki oznaczają barwniki i inne paskudztwo w składzie. Pomimo to okazało się, że skład nie jest zły, a wręcz przeciwnie! Zawiera łagodne substancje myjące, a oprócz tego bardzo dobre składniki dla naszych włosów: hydrolizowany jedwab, pantenol i wyciąg z miodu.


Skład: Aqua, Sodium Cocoamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine, Xanthan Gum, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Sodium Coco-Glucoside Tartrate, Panthenol, Hydrolyzed Silk, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquaternium-7, Hydroxypropyltrimonium Honey, Sodium Chloride, Calcium Aluminum Borosilicate, Mica, Silica, Tin Oxide, Sodium Polynaphthalenesulfonate, Denatonium Benzoate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Parfum, CI 77891, CI12490

Jak widać, jest to szampon perfumowany. Pachnie na szczęście nie różowymi landrynkami, a bardzo ciekawie jakąś świeżą owocową kompozycją z wyraźną nutą cytrusową. Zapach do mnie przemówił :) Działanie sprawdziłam dogłębnie, zużywam już drugą butelkę. Zachwyt nie maleje! Szampon jest bardzo łagodny, nie zdarzyło mi się podrażnienie skóry głowy. Domywa dobrze włosy, tworzy dużo piany podczas mycia. Radzi sobie z olejami, nawet z trudno domywającymi się takimi jak jadowicie czerwona indyjska Heennara. Włosy są puszyste, błyszczące i nieobciążone.Kolejny plus to niska cena - regularna to 7,99, ale szampon często pojawia się w promocji i kosztuje kilka złotych mniej.

Szampon trafił na listę moich hitów, a nie jest łatwo zachwycić mnie szamponem do włosów - w kategorii łagodnych szamponów zaliczyłam więcej włosowych wpadek, niż we wszystkich innych włosowych kosmetykach razem wziętych, przypłacając je podrażnieniami i strupkami na głowie. Zachęcam Was do wypróbowania - warto odkryć tę perełkę z Rossmanna!

wtorek, 14 lipca 2015

Czerwcowo-lipcowa aktualizacja włosów i innych centymetrów

Blog musiał odpocząć przez miesiąc, który był dla mnie bardzo intensywny. Postanowiłam w czerwcu przeprowadzić kurację odchudzającą i zgubić kilka kilogramów. Zacisnęłam zęby i... dziś chwalę się Wam moim sukcesem!

Udało mi się wytrwać pełne cztery tygodnie na diecie owocowo-warzywnej Ewy Dąbrowskiej. O diecie tej możecie poczytać tutaj. Nie jest to wyłącznie dieta odchudzająca, lecz przede wszystkim kuracja odtruwająca, oczyszczająca i odmładzająca organizm. Mogę w 100% potwierdzić superlatywy, o których pisze autorka diety i mnóstwo jej zwolenników. Udało mi się zrzucić 7 kilo, czuję się o wiele lżejsza, a moja cera wygląda bardzo ładnie. Oczywiście jest to też zasługa pory roku, moim zdaniem dla urody najkorzystniejszy okres to przełom wiosny i lata, a szczególnie czerwiec, który jest w ogóle moim ulubionym miesiącem w roku. Bardzo wiele ważnych wydarzeń w moim życiu miało miejsce w czerwcu, a za rok dołączy do nich jeszcze jedno, gdyż właśnie na czerwiec 2016 planujemy z moją lepszą drugą połową nasz ślub! <3

Wracając do diety. Przez pełen miesiąc przestrzegałam ściśle zaleceń: do picia zero kawy, czarnej herbaty, alkoholu, a do jedzenia żadnych produktów poza owocami i warzywami, z wyjątkiem odrobiny oliwy lub oleju lnianego raz dzienne. Mimo wszystko wizja pozbawienia organizmu witamin rozpuszczalnych w tłuszczu była dla mnie zbyt groźna. Poza tym zero kaszy, makaronów, ryżu, jajek, nabiału, mięsa, ryb itd. Pierwszy tydzień był o dziwo bezproblemowy, za to w drugim cierpiałam strasznie i tylko cieszyłam się, że PMS wypadł mi w drugim tygodniu, gdy żołądek był już skurczony i mogłam w spokoju opanowywać moje hormony bez wspomagacza typu kieliszek czerwonego wina lub kawałek czekolady, a nie na samym początku, bo chyba bym zwariowała. Potem już było z górki. Napady głodu uspokajałam orzechami (w niewielkich ilościach), yerba mate, naparami z czystka i pokrzywy i kawą zbożową. Podstawą mojego pożywienia były świeżo wyciskane soki, koktajle owocowe (bez jogurtu oczywiście, same owoce) oraz świeże i duszone warzywa. Taki sposób odżywiania pozwolił mi nauczyć się wsłuchiwać się, czego potrzebuje mój organizm - gdy już oczywiście minęła mi pierwsza faza ("zjadłabym wszystko").

Lato to najlepsza pora na tego rodzaju dietę, bo jest mnóstwo pysznych owoców i warzyw i taką kurację naprawdę można potraktować jako przyjemny letni styl odżywiania, a nie męczarnię z kalkulatorem w ręku. Mimo że już nie jestem w fazie oczyszczającej, nadal jem bardzo dużo warzyw i owoców, za to prawie do minimum zredukowałam chleb i nabiał. Planuję schudnąć jeszcze 3-4 kilo, ale już bez tak radykalnej diety, na spokojnie. Dla utrzymania efektów diety należy raz na tydzień przeprowadzać dzień postny (tzw. dzień przypominający), na samych owocach i warzywach, głównie na sokach. Jako taki dzień wybrałam poniedziałek - zawsze po weekendzie przyda się dać organizmowi czas na przetrawienie wszystkiego, co zostało zjedzone i wypite oraz odtrucie się po zbyt obfitych posiłkach ;)

Na szczęście, włosy, mimo moich obaw, nie ucierpiały zanadto przez miesiąc ograniczenia ilości składników odżywczych. Nie chciałam, aby gubienie centymetrów w talii przełożyło się także na gubienie centymetrów z włosów. Miałam też dla nich mniej czasu: szczególnie przez pierwsza połowę diety więcej spałam, miałam mniej siły, doszedł do tego trudny okres w pracy i zwyczajnie w tygodniu nie zdążałam rano zastosować bardziej skomplikowanej pielęgnacji niż szampon i odżywka w sprayu, a wieczorem padałam spać i nie miałam głowy do żadnych wieczornych rytuałów. W weekend nadrabiałam maskami, ale przyznam, że nie pamiętam miesiąca, żeby naolejować włosy raptem dwa razy - olejowanie to jeden z moich ulubionych zabiegów na włosy! Nie stosowałam też wcierek, piłam tylko codziennie napar z czystka i pokrzywy. Niestety, mimo że z kondycji włosów jestem zadowolona, to jednak połączenie dość ubogiej pielęgnacji z rygorystyczną dietą sprawiło, że od ostatniej aktualizacji, którą publikowałam równo dwa miesiące temu (link tutaj), pomimo codziennego picia pokrzywy i pory roku bardzo sprzyjającej zapuszczaniu włosów, odnotowałam raczej zwyczajny przyrost (1,5-1,75 centymetra na miesiąc).

 Lipcowa aktualizacja włosów: 63 cm od czoła, 35 cm pasmo kontrolne

Na zdjęciu widać przyrost z czerwca i połowy lipca - niestety, włosy nie wyglądają na nim najpiękniej. Były myte poprzedniego dnia, a w dniu zrobienia zdjęcia odświeżone rano suchym szamponem. Jak widać, efekt nie jest najlepszy, ale mimo wszystko jestem zadowolona, bo włosy i tak w pracy były spięte, więc nie było widać ich oklapnięcia górnej warstwy oraz przesuszenia dolnej, a ja zyskałam dobre pół godziny rano. Niestety, codzienne mycie i suszenie przy tej długości zaczyna być uciążliwe i czasochłonne!  Przez dwa miesiące pasmo kontrolne urosło o 3 cm, a włosy razem o 3,5 cm. Jestem zadowolona z tego wyniku, bo mimo że nie jest imponujący, to jednak pokazuje, że "włosy ruszyły" i stopniowo zyskuję na długości, a nie, że widzę przyrost pasma kontrolnego nad czołem, a na długości jako całość włosy zyskują jakiś ułamek milimetra. Ciekawa jestem, czy uda mi się na ślub zapuścić włosy do talii? Został mi niecały rok oraz dwa lub trzy podcięcia po drodze ;)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Olejek indyjski do włosów Vatika - hit dla włosów niskoporowatych!

Przedstawiam Wam mój ukochany olejek do włosów, który odkryłam na jesieni:Vatika enriched coconut oil. Jest to jeden z tych produktów, które odmieniły mój włosowy świat na lepsze :) Wczoraj skończyłam trzecią butelkę! Przyznajcie, że w świecie pełnym nowości i niesprawdzonych jeszcze produktów, które kuszą, trzykrotny zakup tego samego kosmetyku o czymś świadczy. Teraz co prawda zamierzam zdradzić go z innym indyjskim olejkiem o podobnym działaniu (o obiekcie mojej zdrady napiszę następnym razem), ale potem znów do niego wrócę.


Vatika Enriched Coconut Oil to jeden z flagowych produktów firmy Dabur, która jest znana również z takich sławnych na całym świecie hitów do włosów, jak seria olejów Amla i bogata w ajurwedyjskie zioła Sesa. Ten olejek wyróżnia się atrakcyjną ceną - można go kupić w pojemności 150 i 300 ml, warto popatrzeć na ceny w różnych sklepach, bo różnice sięgają i 10 zł. Ja zaopatruję się w ten olejek w Sklepie Nepalsko-Tybetańskim Deesis, w którym kosztuje 11,50 zł za mniejszą i 21 zł za większą butelkę. Wydajność jest bardzo dobra, więc zakup jest naprawdę opłacalny.

Skład: Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Herbal Extract [Emblica officinalis (Amla Fruit), Terminalia chebula, Terminalia bellirica, Azadirachtaindica leaf, Centellia asiatica, Hedychium spicatum Rhizome, Lawsonia inermis Leaf], Lecithin (Soya Lecithin), Parfum, Aqua,Milk (Lac),Rosmarinus officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Tocopheryl Acetate, Citrus medica limonum (Lemon) Oil, BHT, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Linalool, Limonene.

Jak widzicie, skład nie jest aż tak bogaty, jak np. w olejku Sesa. To może być i wada, i zaleta - dla mnie to plus . Moje niskoporowate i jednocześnie bardzo cienkie włosy potrzebują wyważonej diety. Gdy odżywienia jest za mało, bardzo szybko się to odbija na ich kondycji. Gdy ziół jest za dużo, zaczynają protestować, puszyć się i szybko przesuszać, a gdy oleje są zbyt ciężkie, robią się leżące, płaskie i szybko tracą świeżość. Vatika ma idealnie wyważone proporcje jak dla moich włosów, sprawdza się świetnie, mogę stosować ją nawet codziennie.

Podstawą Vatiki jest oczywiście tytułowy olej kokosowy i dlatego jej konsystencja jest stała. Przed użyciem trzeba włożyć na chwilę butelkę pod kran z gorącą wodą, wtedy olejek wydobędziemy bez problemu. Zapach jest trochę mdły, ale nieprzeszkadzający. Nie barwi i nie brudzi pościeli, co jest dla mnie ważne, bo myję włosy rano i lubię stosować oleje na noc. Przy regularnym stosowaniu włosy są odżywione, miękkie, błyszczące i dobrze trzymają świeżość. Efekt pielęgnacyjny jest świetny! W moim przypadku świeżość do wieczora w upalny dzień to wcale nie jest oczywistość, a przy Vatice mam gwarancję, że nie będzie pogromu na głowie. Za przedłużenie świeżości odpowiada w składzie cytryna. Czytałam opinie, że wiele osób próbuje stosować ten olej dla lekkiego rozjaśnienia włosów - u mnie nic takiego na szczęście nie zauważyłam, ale stosowałam ten olejek jesienią, zimą i wiosną, więc nie na ostrym słońcu, które mogłoby wzmocnić ten efekt. Ale też u mnie oleje, które mają przyciemniać, nic a nic nie przyciemniają, a te, które innym dodają czerwonego blasku, mnie też go nie dodają, więc chyba jestem kolorystycznie odporna na wszystko z wyjątkiem słońca ;)

Podsumowując: olejek wart wypróbowania, szczególnie jeśli Wasze włosy lubią olej kokosowy. Niedrogi, wydajny i bardzo skuteczny. Nie jestem jedyną jego fanką, o czym świadczą bardzo dobre recenzje na KWC :)

niedziela, 7 czerwca 2015

Żele pod prysznic Yves Rocher - moje 3 w 1 na wakacyjne wyjazdy

Witajcie! Po zimnym maju nagle mamy lato w pełni, choć w kalendarzu jeszcze wiosna. Wreszcie można wyciągnąć zapasy letnich kosmetyków :) U mnie w łazience od pierwszych cieplejszych dni królują co roku ulubione cytrusowe żele pod prysznic Yves Rocher z serii Jardins du Monde, czyli ogrody świata. Ich zalety to nie tylko optymistyczne i energetyczne zapachy i wesołe, kolorowe opakowania o praktycznej pojemności 200 ml, ale również składy, dzięki którym żele mogą z powodzeniem zastąpić szampony do włosów!

 Pachnące owoce z odległych zakątków świata: karambola, pomarańcza i grejpfrut

Cała seria Jardins du Monde jest bardzo różnorodna, znajdziemy w niej także żele o kwiatowych zapachach, a nawet żel kawowy (ziarna kawy z Brazylii)  i żel pachnący słodkimi pralinkami (orzechy makadamia z Gwatemali). Moimi ulubieńcami są decydowanie owoce. Znajdziemy wśród nich:
  •  Pomarańczę z Florydy
  • Grejpfrut z Florydy
  • Zieloną cytrynę z Meksyku
  • Owoc granatu z Hiszpanii
  • Karambolę z Malezji - tegoroczna nowość
W ostatniej paczce z Yves Rocher przybyły do mnie karambola, pomarańcza i grejpfrut. Cytryna i granat były w poprzedniej i już zniknęły z półki w łazience :)

Owocowe żele mają bardzo podobne do siebie składy: Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Decyl Glucoside, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Parfum  - i dalej po zapachu końcówka różna w poszczególnych żelach. Tej różnicy w działaniu nie czuć, pewnie dlatego, że to już śladowe ilości. 

Najbardziej interesujące nas składniki to trójka występująca zaraz po wodzie:

- Ammonium Lauryl Sulfate - czynnik myjący z tych ostrzejszych, choć delikatniejszy niż SLS
- Decyl Glucoside - łagodny, naturalny środek myjący
- Aloe Barbadensis Leaf Juice - sok z aloesu, nawilżających właściwości zachwalać nie trzeba :)


Do czego można używać tego żelu? Jeśli nie macie wrażliwej skóry, to podczas wakacyjnych wyjazdów do wszystkiego, nawet do mycia buzi. Sprawdziłam to podczas kilku wyjazdów w góry, gdy zwyczajnie nie miałam siły taszczyć na własnych plecach wielkiej kosmetyczki z oddzielnym kosmetykiem do mycia twarzy, ciała i włosów. Aloes łagodzi działanie ALS i skóra nie reaguje podrażnieniami, także moja ta wrażliwa na głowie, która na większość szamponów Yves Rocher reaguje źle. Na co dzień używam go w roli szamponu raz na kilka czy kilkanaście myć, zawsze z odżywką po. Nie plącze włosów bardziej niż zwykłe szampony, ładnie zmywa olej, resztki silikonów, włosy są domyte i skrzypiące. Spokojnie zastępuje mi szampon oczyszczający z SLS, co pozwala na oszczędność miejsca w łazience - czasami w gąszczu odżywek i masek szkoda miejsca na kolejny szampon i takie dodatkowe zastosowanie żelu pod prysznic bardzo się przydaje.

Jestem jednak ostrożna z używaniem go do częstego mycia włosów - wprawdzie stosowany bez przerwy przez kilka czy kilkanaście dni nie robi krzywdy, ale mimo wszystko trzeba go potraktować jako nieco łagodniejszy prosty szampon o właściwościach oczyszczających. Dość mocny ALS na początku składu, bez dużego towarzystwa środków nawilżających czy kondycjonujących , może je na dłuższą metę przesuszyć. Pamiętajcie jednak, ze ja myję włosy codziennie, więc moje włosy mają bardzo częsty kontakt z szamponem i wolę na zimne dmuchać.

Pozdrawiam Was słonecznie i idę zakończyć ten słoneczny długi weekend prysznicem pachnącym orzeźwiającą karambolą :)

PS Ważna informacja: inne żele z serii mają różny skład i konsystencję. Ich składy często są o wiele dłuższe i nie ma w nich aloesu. Do włosów niekoniecznie się nadadzą.

sobota, 23 maja 2015

Nowość na rynku: szampony Biovax Glamour

W najnowszej gazetce promocyjnej z Superpharm wypatrzyłam elektryzującą wiadomość - do maseczek z linii Glamour mojej ulubionej włosowej firmy Biovax dołączyły szampony!  Oczywiście natychmiast musiałam zbadać, co to za cudo. Przepatrzyłam strony internetowe i pobiegłam do Superharmu obejrzeć nowe szampony na żywo. Przedstawiam rezultaty mojego śledztwa :)


Jestem wielką fanką szamponu Biovax "Drogocenne oleje" - to jeden z niewielu łagodnych szamponów, które uwielbiają i moje włosy, i skóra głowy. Przy codziennym myciu najczęściej miałam do wyboru albo zadowolenie skalpu i przesusz na długości (proste szampony z SLS), albo brak przesuszu, za to potworne podrażnienia skalpu, aż do ranek na głowie (większość "łagodnych" szamponów z cieszącym się ogromną sławą wśród włosomaniaczek Babydream na czele). Drogocenne oleje jest szamponem łagodnym i dla skóry głowy, i dla włosów, obecnie stoi w mojej łazience w wielkiej butli 400 ml i służy zarówno mi, jak i TŻ-owi i jego atopowej skórze. Byłam bardzo ciekawa, czy nowości zdetronizują starego ulubieńca, który od półtora roku jest moim królem szamponów?

O dziwo, na stronie producenta nie ma jeszcze informacji o nowych szamponach, mimo że są one już w sprzedaży w internetowym sklepie firmowym biutiq.pl, w którym zresztą trwa promocja 15% na cały asortyment z okazji Dnia Matki :).

http://www.biutiq.pl/



Znalazłam tu opisy, zdjęcia i składy nowych szamponów. Każda maseczka z linii Glamour ma teraz do kompletu szampon dopasowany składnikami i działaniem. Małe śledztwo wykazało, że szampony są obecnie dostępne oczywiście w firmowym sklepie Biutiq.pl, od trzech dni także w Superpharmie, a od lipca pojawią się w Rossmannie.

Poniżej znajdziecie obietnice producenta (źródło: Biutiq.pl), a dalej moje wrażenia oraz informację, który z szamponów mnie skusił i dlaczego :)

Biovax® Pearl

 Proteiny perłowe – perły to jedna z największych tajemnic ukrytych w głębinach wód. Proteiny, z których są zbudowane, są odpowiednikiem naturalnej keratyny obecnej we włosach. Dzięki temu pielęgnują i odbudowują włosy oraz chronią je przed uszkodzeniami i przesuszeniem, utrzymując prawidłowe nawilżenie. Nadają im przepiękny, perłowy blask.

Kolagen morski – naturalnie pozyskiwane białko tworzy na włosach swoistą warstwę ochronną, która wspaniale wygładza, chroni i utrzymuje odpowiednie nawilżenie. Nadaje włosom elastyczność i aksamitny chwyt. Zwiększa ich objętość i odbudowuje naruszoną strukturę, przywracając im naturalną gładkość.

Więcej informacji i skład - tutaj :)

Biovax® Gold

Złoto 24-karatowe – drobinki cennego kruszcu zapobiegają starzeniu komórkowemu, zachowując młodość Twoich włosów. Czyste złoto odżywia i rozświetla włosy, odmładza je i rewitalizuje. Nadaje im niezwykłe, luksusowe lśnienie i doskonały wygląd.

Organiczny olej arganowy – sekret orientalnej pielęgnacji włosów, zwany płynnym złotem Maroka. To najbogatsze źródło odmładzającej witaminy E, chroniącej włosy przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników i promieniowaniem UV. Dzięki zdolności do przenikania w głąb łodygi włosa, wygładza, reperuje zniszczenia i przywraca prawidłowy poziom nawilżenia. Jego lekkość sprawia, że jest odpowiedni do każdego rodzaju włosów.

Więcej informacji i skład - tutaj :)

Biovax® Diamond

Pył diamentowy – subtelnie rozdrobniony pyłek z najcenniejszego na świecie kamienia szlachetnego nadaje włosom przepiękny, skrzący się blask i niezwykłą moc, płynącą z wnętrza tego niezniszczalnego, najtwardszego klejnotu.

Kompleks minerałów – połączenie uważnie wyselekcjonowanych, najważniejszych dla piękna i zdrowia włosów oligoelementów, niezbędnych dla ich prawidłowego wzrostu. Minerały odżywiają i wzmacniają włosy, przywracają im siłę i blask.

Kompozycja biopierwiastków: glinu, cynku, miedzi, potasu, magnezu, manganu i sodu stanowi prawdziwy eliksir dodający włosom energii i utrzymujący ich prawidłowe nawilżenie.

Więcej informacji i skład - tutaj :)

Biovax® Orchid

Ekstrakt z Purpurowej Orchidei – wyciąg z tych egzotycznych, królewskich kwiatów działa wyjątkowo nawilżająco i zmiękczająco na włosy. Hamuje również działanie wolnych rodników, przyczyniając się do dłuższego zachowania młodości włosów.


Wyciąg z Białych Trufli – jeden z najrzadszych komponentów na świecie, symbol prestiżu i wyrafinowanego smaku. Należy do najbogatszych źródeł witamin z grupy B, działających na włosy upiększająco i wzmacniająco. Poprawia wytrzymałość włosów, chroni przed kruchością i łamliwością. Dzięki bogactwu soli mineralnych i aminokwasów, dogłębnie odżywia i nawilża włosy, wydobywając ich naturalne piękno i blask.

Więcej informacji i skład - tutaj :)

Biovax® Caviar

Ekstrakt z Kawioru – bogactwo składników odżywczych zamkniętych w czarnych perełkach kawioru sprawia, że składnik ten wszechstronnie działa na włosy. Dzięki zawartości przeciwutleniaczy chroni je przed utratą koloru i zachowuje ich młodość. Aminokwasy i lipidy kontrolują poziom nawilżenia włosów i wygładzają ich powierzchnię, dodając im szlachetnego połysku.

Złote Algi – obfitujące w białka, witaminy i minerały algi morskie stanowią przebogate źródło składników nawilżających i wzmacniających włosy. Złote algi z rodzaju Laminaria wykazują silną aktywność przeciwko promieniowaniu UV, chroniąc włosy przed fotostarzeniem.

Więcej informacji i skład - tutaj :)

 Szampony Biovax Glamour: Pearl,Gold, Diamond, Orchid i Caviar
 

 Szampony Biovax Glamour: moje wrażenia
Na razie tylko wzrokowe, bo jeszcze nie miałam okazji ich używać :)

To, co od razu zwróciło moją uwagę, to wygląd! Muszę przyznać, że "stare" szampony Biovax nie powalają urodą opakowań - kartoniki są oczywiście ładne, choć nie wybitne, ale za to butelki wyglądają mocno topornie, trudno z nich też wydobyć resztki produktu. Butelki szamponów o mniejszej pojemności są z twardego plastiku i trzeba je stawiać do góry nogami oraz tworzyć konstrukcję przytrzymującą z innych kosmetyków, aby zużyć je do końca. Większe można postawić na płasko zakończonej pompce, więc tu problem jest mniejszy. Tak czy siak, w recenzjach na Wizażu wiele osób skarżyło się, że butelki wyglądają tandetnie. Mnie to nie przeszkadza, bo zawartość jest cudowna, ale jednak opakowanie wpływa na nasz odbiór produktu. W przypadku nowej linii Glamour opakowania są jak dla mnie po prostu rewelacyjne! Firma naprawdę zabłysła. Bardzo praktyczne i jednocześnie oryginalne tuby przykuwają uwagę pięknym designem i pięknie się komponują z opakowaniami masek. W dodatku opakowania nowych szamponów są bardziej ekologiczne, bo nie mają zbędnego kartonika. I co równie ważne, skład jest od razu widoczny - w przypadku starych szamponów, na pudełkach zarówno dużych jak i mniejszych szamponów nie ma składu, który znajdziemy dopiero na schowanej w środku butelce, czyli najczęściej już po zakupie. Szampony Glamour wyglądają naprawdę glamour! Powiem Wam, że w sklepach kosmetycznych budzi się mój konsumencki patriotyzm - naprawdę z wielką przyjemnością obserwuję, jak na półkach pojawiają się nowe polskie kosmetyki, które wyglądają bardzo światowo, elegancko i profesjonalnie :)

Tyle pochwał, ale niestety nie obyło się bez pewnego rozczarowania. Stare szampony Biovax, z wyjątkiem wersji do włosów przetłuszczających się w zielonym kartoniku, są oparte na bardzo łagodnych składnikach myjących. Miałam nadzieję na podobne produkty do codziennego stosowania. Niestety, wszystkie szampony Glamour są oparte na Ammonium Lauryl Sulfate. Jest to wprawdzie środek delikatniejszy, niż SLS i osobom o mało wrażliwej skórze głowy nie szkodzi, ale mimo wszystko jest mocnym oczyszczaczem. Dlatego też, zamiast się rzucić od razu na wszystkie szampony (każdy piękny, każdy kusi!), wzięłam na próbę tylko jeden. Należę do osób, którym Ammonium Lauryl Sulfate sam w sobie nie szkodzi, za to jego towarzystwo i owszem - np. po popularnym dzięki entuzjastycznym recenzjom Anwen szamponie dodającym objętości z Yves Rocher, zawierającym ten składnik, mogę się zadrapać na śmierć, a już po szamponie oczyszczającym tej samej firmy czy nawet żelu pod prysznic z serii Jardin du monde, obydwa też z Ammonium Lauryl Sulfate, nie mam najmniejszych problemów ze skórą głowy.

Po długiej medytacji wybrałam wersję z kawiorem i algami. Po pierwsze dlatego, że ta maseczka z trzech dotychczas testowanych masek Glamour najbardziej podbiła moje serce. Co prawda Argan i Złoto idzie z nią łeb w łeb, ale tej używałam w zeszłym roku i na półce w łazience jej już nie ma, za to Caviar jest, więc będę miała parkę :) Po drugie, skusiła mnie informacja o przeciwsłonecznym działaniu alg. Wprawdzie póki co pogoda nas nie rozpieszcza nadmiarem słońca, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. Moje naturalki latem bardzo jaśnieją, a ja jestem przywiązana do ich zimowego ciemniejszego odcienia i nie chcę zmieniać się w prawie blondynkę ;) Wkrótce dam znać, jak sprawuje się kawiorowo-algowy duet.

Na marginesie rozważań o szamponach - Henri wrzucała ostatnio świetną recenzję porównawczą maseczek Glamour - jest tutaj :) U mnie za jakiś czas też pewnie pojawi się zestawienie tych masek, bo używałam już Gold, jestem w trakcie testowania wersji Diamond i Caviar, a że kusiciele z Superpharmu przesłali mi spersonalizowany kupon zniżkowy na wersję Orchid za 9,99, to nie oparłam się promocji i to teraz brakuje mi tylko wersji Pearl. Zdradzę na razie, że na moich włosach wrażenia są nieco inne, z wyjątkiem punktu o wydajności - tych małych słoiczków nie trzeba się bać!


Używałyście już któregoś z nowych szamponów Glamour? :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Nowości i paczka ambasadorska od Le Petit Marseillais

O mojej przygodzie z marką Le Petit Marseillais, w której cudownych zapachach zakochałam się wiele lat temu we Francji, pisałam już tutaj. W tym roku firma zorganizowała kolejną akcję ambasadorską i ponownie udało mi się dołączyć do szczęśliwego grona, które otrzymało ambasadorską paczkę :)



Ponownie jak w ubiegłym roku, było to wielkie białe pudło z logo firmy. W tym roku zawierało podwójną niespodziankę - w środku, po rozchyleniu ozdobnego papieru z motywem prowansalskich lawendowych pól znajdowały się dwie butelki, z etykietami przysłoniętymi fioletowymi banderolami, a do kompletu opaska na oczy. Oprócz tego oczywiście list i książeczka prezentująca produkty Le Petit Marseillais dostępne na polskim rynku. 



Po założeniu opaski na oczy trzeba było zgadnąć zapach. Pomysł był świetny, u mnie zgadywała cała rodzina i wszyscy znakomicie się bawili. Muszę się pochwalić, że jako zdeklarowany węchowiec nie miałam problemu z odgadnięciem zapachów :) Po zdjęciu banderol okazało się, że produkty to żel pod prysznic werbena i cytryna oraz żel pod prysznic i do kąpieli pomarańcza i grejpfrut. W to mi graj, nuty cytrusowe to moje ukochane zapachy na lato - już teraz powoli odstawiam ulubione wiosenne kwiatowe nuty na rzecz owoców.


Z otrzymanych produktów jestem bardzo zadowolona. W ubiegłym roku był to żel pod prysznic oraz mleczko do ciała i przyznam, że akcja zachęciła mnie do kupienia kolejnych zapachów. Bardzo lubię niebanalne aromaty w żelach pod prysznic, to mała chwilka przyjemności w porannym pośpiechu. Lubię je zmieniać, dopasowywać do pory roku, pogody, nastroju, a nawet stopnia zmęczenia czy wyspania ;) Cieszę się też, że firma wprowadza na nasz krajowy rynek kolejne produkty. Do niedawna można było je dostać tylko w niektórych sklepach, teraz są już dostępne w sieciowych drogeriach. Czekam na pełną gamę Le Petit Marseillais - na francuskiej stronie producenta widać mnóstwo pokus, przez które chętnie dałabym się uwieść ;)

niedziela, 17 maja 2015

Mgiełka olejkowa do włosów Fructis - ciekawa nowość od Garnier

Witajcie! Kilka tygodni temu wpadła mi w oko nowość na rynku - mgiełka olejkowa Fructis od Garnier. Zamknięta w uroczej, poręcznej buteleczce w słonecznym żółtym kolorze czaruje owocowym zapachem, który długo utrzymuje się na włosach i obietnicą odżywienia bez obciążenia.

Jako włosowa sroka natychmiast postanowiłam ją kupić, pomimo że już na wstępie przestraszył mnie trochę alcohol denat wysoko w składzie. Uznałam, że przy obecnym stanie zadbania włosów, gdy skończył się sezon na codzienną torturę włosów suszarką, mogę sobie pozwolić na eksperyment z tym znanym wysuszaczem, który przecież,oprócz tej wielkiej wady ma i ogromną zaletę, gdyż ułatwia wchłanianie składników odżywczych. 

Skład - za KWC:
Skład: Isobutane, Alcohol Denat., Dimethicone, Isopropyl Myristate, VP/VA Copolymer, Eurenol, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Mangifera Indica Seed Oil / Mango Seed Oil, Alpha-Isomethyl Ionone, Paraffinum Liquidum / Mineral Oil, Butylphenyl Methylpropional, Octyldodecanol, Citronellol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil / Sweet Almond Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil / Apricot Kernel Oil, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Parfum / Fragrance(FIL C163712/2).

Cena regularna produktu to 24,99 za butelkę o pojemności 150 ml w Rossmannie.


 
Co obiecuje producent? Jak zwykle: niemal wszystko ;) Odżywienie, miękkość i blask bez obciążenia, dzięki suchej formule zawierającej olei z mango, moreli i migdałów. 
 
Czego się spodziewałam? Produktu, który dzięki niewielkim rozmiarom będę mogła nosić w torebce i stosować w razie awarii puchowej, aby wygładzić włosy ciągu dnia. Poza tym - trochę wstyd przyznać - planowałam używać go dla ładnego zapachu, gdyż zdarza mi się zgrzeszyć papierosem, a to niestety pozostawia brzydki odór na włosach, którego nie znoszę. Liczyłam też po cichu na produkt do stosowania na plażę, ale ta nadzieja rozwiała się od razu po przeczytaniu składu.


Jak działa na moich włosach?
Nie zawiodłam się co do zapachu. Jest długotrwały i bardzo wakacyjny, owocowe nuty poprawiają natychmiast humor. Niestety, aplikacja jest dość problematyczna: strumień lecący z psikacza jest mocno skoncentrowany i na moich bardzo cienkich włosach bardzo łatwo przesadzić z ilością, a to skutkuje efektem nieświeżych włosów. Mgiełka mocno otula włos i nie da się jej wyczesać, więc w przypadku przedawkowania jedyny ratunek to mycie. Dlatego mgiełki używam w naprawdę mikroskopijnych ilościach, dzięki czemu wydajność jest zabójcza, a ja mogę się cieszyć jej zaletami. Oprócz ładnego, typowo letniego zapachu jest to blask: blask przez duże B, blask bijący po oczach, dający naprawdę hollywoodzki efekt! Dla tego blasku i tylko dla niego warto ten produkt wypróbować, oczywiście jeśli Wasze włosy są dobrze odżywione i nawilżone, tak że alkohol nie wywoła wielkich szkód. 
 
Nie oszukujmy się, tego rodzaju produkt podkreśli urodę zadbanych włosów, ale nie zastąpi regularnego olejowania włosów zniszczonych czy przesuszonych. No i oczywiście gdyby ktoś miał taki pomysł, to nie jest to produkt do zabezpieczania końcówek... Ja używając tej mgiełki omijam końcówki, bo po jej użyciu czuję lekkie wysuszenie i nie chcę niepotrzebnie przyspieszać konieczności podcięcia włosów.  Z tego też powodu mgiełka nie nada się na plażę, bo w duecie ze słońcem moim zdaniem tylko przyspieszy wysuszenie włosów. 
 
Ciekawa jestem,jakie ta mgiełka zbierze opinie - czy ktoś jej w ogóle używa?;) KWC na razie puste, na blogach też raczej cicho o tym produkcie. Moim zdaniem to tylko dodatkowy gadżet do zdrowych włosów. Raczej nie skuszę się na kolejny zakup, boję się przesuszenia, szczególnie że zapuszczam włosy, a jak wiecie, idzie mi to opornie.

wtorek, 12 maja 2015

Majowa aktualizacja włosów

Witajcie, czas goni jak szalony i dopiero mam czas wrzucić zdjęcie sprzed dwóch tygodni. Niestety, od tego czasu niewiele się zmieniło - włosy przestały mi rosnąć! Od ostatniego mierzenia prawie miesiąc temu włosy urosły mi o pół centymetra. I to mierząc bardzo życzliwie - tylko pasmo kontrolne znad czoła podrosło. Powiem szczerze: jestem załamana. Gdyby pasmo kontrolne też nie drgnęło, uznałabym, że po prostu coś się dzieje i włosy nie rosnąwcale, a tak wygląda na to, że wraca mój dawny problem: włosy rosną, ale tylko do pewnej długości, a potem już nie ma na nie siły, STOP :(  A ja marzę o włosach do talii...

Jestem tym bardziej rozczarowana, że od miesiąca wcieram codziennie Jantar, jestem już w połowie drugiej butelki. Pomimo negatywnych doświadczeń z Jantarem z zeszłego roku, postanowiłam dać mu drugą szansę. Po skończeniu Jantara wrócę do wcierek z Rzepą i olejów indyjskich, mam wrażenie, że dawały dużo lepsze rezultaty, miałam po nich mnóstwo baby hair, a poza tym w przeciwieństwie do Jantara nie wpływały na przetłuszczanie włosów. Jantar z pewnością doczeka u mnie osobnej recenzji. Zamierzam go jeszcze poobserwować do końca drugiego opakowania.

Poza tym przestawiłam pielęgnację z zimowej na wiosenną. Najpierw w kwietniu z wielkim przytupem wróciłam do masek Biovax, aby odkryć, że muszę ograniczyć ich stosowanie do 2 max 3 razy w tygodniu, bo włosy były aż przejedzone. Potem zaprzyjaźniłam się z odżywkami w sprayu , których wcześniej unikałam, bo obciążały mi włosy - tym razem udało mi się trafić i GlissKur Oil Nutritive, przekazany przed przyjaciółkę, której przetłuszczał włosy, został moim bohaterem po opanowaniu puchu w najgorsze deszczowe dni. Olejuję Vatiką lub olejkiem jojoba, czasami z dodatkiem potrójnego kwasu hialuronowego i olejku agranowego do ciała Evree (to ostatnie, gdy zostanie mi trochę po posmarowaniu buzi - wcieram w końcówki). Testuję też od czasu do czasu nowość na rynku- olejek do włosów w sprayu od Garniera, który kupiłam ze względu na piękny zapach, przymykając oczy na alkohol wysoko w składzie, wkrótce recenzja. Z nowych elementów w mojej pielęgnacji - raz na tydzień robię piling cukrem i również raz na tydzień nakładam na skórę głowy glinkę, żeby ograniczyć przetłuszczanie. Pomogło to bardzo w zwalczeniu mocnego przetłuszczania po Jantarze, ale wciąż nie mogę się przestawić na mycie włosów co drugi dzień. Myję Biovaxem z olejami na zmianę z mocniejszymi sprawdzonymi szamponami, tymi co zwykle, czyli Klorane z chininą i L'Occitane dodający objętości.

Podsumowując: mnóstwo zachodu, a one i tak nie chcą urosnąć. Mam w związku z tym wieczór włosowej depresji.

Majowa aktualizacja włosów: 59,5 cm od czoła, 32 cm pasmo kontrolne

niedziela, 19 kwietnia 2015

Kwietniowa aktualizacja długości

Aktualizacja tym razem w środku miesiąca, ale dawno tego nie robiłam i przyznam, że sama się pogubiłam w swoich włosowych centymetrach po tym, jak w marcu podcięłam sporo włosów. Przed podcięciem było 62,5 cm od czoła i 32,5 cm pasmo kontrolne. Obecnie - 59 cm od czoła i 30 cm pasmo kontrolne, a to już miesiąc po podcięciu. Trzeba było ściąć sporo z długości, ale wreszcie moje końcówki wyglądają jak końcówki, a nie jak miotła. Górna warstwa, cały czas odrastająca po feralnym degażowaniu, została lekko wycieniowana, żeby włosy nie wyglądały jak dwa schody. Moje włosy, cienkie i lekkie, oczywiście falują jeszcze bardziej, tuż nad linią cięcia. Mam nadzieję, że przy dłuższych włosach problem się jakoś rozwiąże, bo na razie włosy nie mogą się zdecydować, czy są proste, czy falowane...



Weekend darmowej dostawy w sklepie firmowym Biovax

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział :)

http://www.biutiq.pl/





Promocja w sam raz na małe zamówienie, szczególnie gdy ktoś nie ma w pobliżu Hebe czy Superpharm, gdzie jest dobry wybór masek i odżywek Biovax, albo chce zamówić coś w wielkim słoju, niedostępnym w drogeriach :)

Zamówiłam wielki słój maski do włosów przetłuszczających za 24,90 zł i po dwie saszetki maski do włosów ciemnych i latte, których używałam rok temu. Małe saszetki są po 2,20 zł. Chcę zobaczyć, jak będą na nie teraz reagowały moje włosy, bo w ciągu roku zmieniły się ich potrzeby. Maskę do włosów przetłuszczających zamierzam stosować raczej na skalp i pierwsza połowę włosów niż na długość, żeby ograniczyć przetłuszczanie. Jednym z moich najważniejszych włosowych celów jest teraz zejście do mycia włosów co drugi dzień, zamiast codziennie. Moje włosy osiągają już powoli długość, przy której codzienne mycie robi się uciążliwe.

PS Maski z nowej serii lepiej teraz kupić w Rossmannie, są w promocji po 12,99 :)

piątek, 17 kwietnia 2015

Miesiąc z yerba mate - schudłam i wzmocniłam włosy oraz paznokcie!

Witajcie! Dziś chciałam podzielić się z Wami wrażeniami po miesiącu picia yerba mate. Mimo że pierwszy łyk był jedną z najpaskudniejszych rzeczy, jakie piłam, dziś nie wyobrażam sobie bez niej życia.

Yerba mate to napój, przyrządzany z suszonych liści i gałązek ostrokrzewu paragwajskiego. Pija się go w krajach Ameryki Łacińskiej, ale nie tylko - jego cudowne właściwości sprawiły, że zyskał popularność na całym świecie. W ojczyźnie yerby - Argentynie działa nawet Narodowy Instytut Yerba Mate, którego badania potwierdziły, że możemy w niej znaleźć mnóstwo polifenoli, działających wzmacniająco i przeciwstarzeniowo na nasze ciała.

Właściwości yerba mate są szczególnie cenne dla osób pragnących zgubić zbędne kilogramy. Yerba mate ogranicza wchłanianie tłuszczów i sprawia, że żołądek szybciej się nasyca. Wpływa też korzystnie na poziom cholesterolu. W efekcie waga spada w dół.

W dodatku yerba mate wpływa na porost i pigmentację włosów, dzięki zawartości witamin z grupy B i rozmaitych pierwiastków. 2 w 1, to lubię!

Jak to zadziałało u mnie? Zapraszam do relacji :)


Powyżej widzicie zdjęcie moich ulubionych dżinsów - pod spodem te, które nosiłam zimą. W kulminacyjnym momencie ledwo się w nie zapinałam! A teraz noszę te mniejsze, które leżą na wierzchu i czuję luz :) Dzięki yerba mate schudłam wręcz szokująco dużo, jak na osobę, która nawet nie miała świadomości, że właśnie się odchudza. A w dodatku po drodze przeżyła święta wielkanocne u rodziny, gdzie trzeba było wszystko zjeść w ilościach jak to u babci. Po prostu jakoś tak wyszło, że nie miałam ochoty na słodycze, a zamiast sięgać po przekąskę zaparzałam sobie yerbę. W dodatku od początku picia yerby jem dużo mniej! Najadam się o wiele mniejszymi ilościami jedzenia, co widzę np. po porcji obiadowej w pracy. Korzystam zawsze z tego samego pojemniczka, a mój obiad to zazwyczaj ryż albo kasza jaglana lub gryczana z warzywami i kurczakiem. Teraz porcja, którą nie najadałam się do syta jeszcze niedawno, jest dla mnie aż za duża! Niedawno dostałam w prezencie od siostry spódnicę, spojrzałam na nią, uznałam, że przecież nawet się w nią nie zapnę, po czym włożyłam i leżała idealnie. Polecam z całego serca - piję dalej, zachęcona efektami wprowadziłam ulepszenia w sposobie odżywiania i zaczynam z nadzieją patrzeć na nadchodzący sezon bikini :)

Wpływ na włosy zaobserwuję dokładnie pewnie dopiero za jakiś czas, ale wyraźnie widzę, że baby hairy podgoniły :) Mam już grzywkę z nowych włosków - bardzo dobrze, oprócz długości zależy mi na jak największej gęstości, bo jak wiecie, mam ekstremalnie cienkie włosy i piękną grzywę mogę uzyskać tylko dzięki bardzo dużej gęstości włosów. W dodatku paznokcie bardzo mi się wzmocniły i wyraźnie szybciej rosną, a na nowej partii paznokci nie mam wgłębień, które zdarzały mi się zimą. Jestem zachwycona efektami!


Yerba mate tradycyjnie parzy się w naczyniu zwanym guampa.Moja guampa jest ceramiczna - chciałam uniknąć problemów z tykwą, którą trzeba dobrze zaimpregnować, żeby nie zaczęła pleśnieć. Do picia yerby trzeba także się zaopatrzyć w bombillę - specjalną rurkę z siteczkiem, dzięki której pijemy napój bez fusów. Yerba mate możecie kupić w sklepach ze zdrową żywnością, z fajkami wodnymi i oczywiście w internecie.Na początek dobrze jest wybrać delikatną yerbę o owocowym aromacie - są dostępne cytrusowe, a nawet gruszkowe. Jeśli Wam zasmakuje, polecam kupno na Allegro zestawu próbek, dzięki czemu będziecie mogły wybrać Waszą ulubioną. Ja aktualnie piję dwa rodzaje yerba mate: jedną zakupioną specjalnie z myślą o utracie wagi - jestto CBSe Silueta, zawierająca zioła i witaminy wspomagające utratę wagi oraz Taragui Citricos z dodatkiem aromatycznej pomarańczy, mandarynki i pomelo. Następny zakup to będą Mate Green Energy z żeń-szeniem i Mate Green Energy z guaraną, obie smakują pysznie i wspaniale pobudzają :)


Na początek nie trzeba się zaopatrywać w guampę i bombillę, wystarczy zaparzyć yerbę normalnie w kubku czy czajniczku oraz przecedzić przez sitko do herbaty. Nie sypcie za dużo suszu, lepiej zacząć od łagodniejszego naparu. I tak pewnie za pierwszym razem nieźle Was wykrzywi ;) I nie przerażajcie się, że trzeba go dużo zużywać - susz zaparza się kilkakrotnie, ja na dzień zużywam jedną porcję. I koniecznie pamiętajcie, że do parzenia yerba mate należy używać wody o temperaturze ok. 75 stopni :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wiosenne zakupy

Skorzystałam z wiosennego przypływu gotówki i zrobiłam spore włosowe zakupy! Poniżej moja wielkanocna choinka z prezentami :) Pisanki wiszą krzywo, gdyż mój kot upodobał sobie wspinanie się na drzewko i potrząsanie nim, aż jakaś spadnie i będzie można ją turlać po całym domu ;)




Skorzystałam z przeceny -30% na kosmetyki do włosów w Hebe. Bardzo lubię tę sieć, mają sporo fajnych kosmetyków w niezłych cenach. Skusiłam się na suchy szampon Batiste w wersji XXL. Promocja obejmowała tylko tę wersję oraz do włosów ciemnych, o której czytałam opinie, że nie jest najlepsza. Wersja ta zawiera lakier i służy jednocześnie do stylizacji. Na razie użyłam go dwa razy, muszę go jeszcze dokładnie przetestować. Oprócz tego kupiłam dwie wcierki Jantar, bo wiosną trzeba zawalczyć o przyrost, szczególnie że za mną jest spore podcięcie. Było na tyle duże, że nie odważyłam się jeszcze zmierzyć długości, żeby za bardzo nie żałować. W promocji trafiłam także na trzy rodzaje masek Biovax z nowej serii - półka w moim Hebe ziała pustkami, po jednej wersji została tylko cenówka, wersję Gold już znam, więc porwałam jeden z ostatnich słoiczków wersji diamentowej.


I na koniec, już nie dla mnie, a na prezent dla mojej siostry ciotecznej, która ma przewspaniałe włosy, chyba najbardziej zadbane jakie widziałam na żywo, kupiłam szampon, odżywkę i olejek Morrocan Argan Oil firmy Organix. Nawilżenie i odżywienie po zimie przyda się każdym włosom, nawet tym najbardziej wychuchanym :) Firma ta od dawna mnie kusi ciekawymi składami i niezłymi cenami. Podejrzewam, że moje włosy byłyby zachwycone ich produktami, wszędzie jest ich ulubiony kokos, w mniejszych lub większych ilościach. Gdybym kupowała coś dla siebie, wypróbowałabym linię Brazilian Keratin Therapy. O produktach marki Organix można poczytać na oficjalnej stronie producenta www.ogxbeauty.com oraz na Wizaz.pl. Tym razem powstrzymałam się od zakupu, ponieważ w SuperPharmie była również super okazja i...



 ... kupiłam dwie wielkie półlitrowe maski Biovax oraz szampon do kompletu, również w rozmiarze XXL! Jak wiecie, moje włosy są uzależnione od masek Biovax. Uważam, że na naszym rynku trudno znaleźć produkty równie głęboko odżywcze. Owszem, są maski, po których włosy doraźnie wyglądają lepiej, ale zawsze, gdy odstawiam maski Biovax na dłużej, zauważam pogorszenie kondycji włosów, mimo olejowania, zabezpieczania końcówek itd. Myślałam, że w promocji będą wszystkie wersje, ale zeznania dwóch pań z dwóch różnych SuperPharmów potwierdziły, że mieli tylko dwa rodzaje masek i szamponów: z drogocennymi olejami oraz do włosów wypadających. Trochę szkoda, bo chciałam kupić duet, którym ratowałam po zimowym przesuszeniu włosy w ubiegłym roku: latte i do włosów ciemnych. Maski XXL ponoć były tylko na czas gazetki promocyjnej.

Szampon do włosów wypadających u mnie działał nieźle, używałam go jesienią (link), ale sprawdzał się gorzej niż wersja z olejami lub do włosów ciemnych, więc go ominęłam. Wzięłam mój ukochany szampon z olejami, najlepszy do codziennego mycia włosów. To już chyba czwarta czy piąta butelka! Jest po prostu re-we-la-cyj-ny! Maski wzięłam obydwie: olejową, która była pierwszym w moim życiu produktem, po którym miałam efekt wow, oraz do włosów wypadających. Tę drugą zamierzam ją stosować nie w sposób tradycyjny, na długość, ale metodą, o której przeczytałam w recenzjach na KWC: na skalp, dla nawilżenia i szybszego porostu. Ponoć działa :) Słoje są naprawdę imponujące! Do każdego był dołączony czepek, ale w zestawie, w odróżnieniu od mniejszych opakowań, nie było próbki serum na końcówki.Słoje już zajęły honorowe miejsce na wannie!

wtorek, 10 marca 2015

Rok dbania o włosy - trzy rzeczy, które zrobiłabym inaczej!

1 marca 2014 kupiłam dwie butelki olejków Alterra i przyłączyłam się do akcji Anwen "Marzec miesiącem olejowania". Jest to dla mnie początek świadomej pielęgnacji. Wcześniej wiele rzeczy wcześniej robiłam dobrze, ale niesystematycznie: olejowałam od przypadku do przypadku, starałam się używać dobrych szamponów, szukałam bogatych składowo odżywek itd. Wtedy zaczęłam robić to świadomie, szukać wiedzy, dbać i zapuszczać. Teraz jestem o rok mądrzejsza i wiemy, że kilka rzeczy zrobiłabym inaczej.

Po pierwsze i najważniejsze, przetestowałabym oleje z każdej grupy, zamiast od razu używać mieszanek. Zrobiłam to dopiero po roku, gdy jedyne oleje solo, jakich używałam, to oleje nasycone: kokos (rafinowany niestety) oraz śmierdzący i farbujący wszystko dookoła, ale działający cuda nierafinowany olej palmowy, a także kilka razy na samym początku pielęgnacji oleju z pestek brzoskwini (oleje jednonienasycone), który nie dawał żadnych efektów, przynajmniej po tych kilku użyciach i wolałam zostawić go do ciała. Przetestowałam więc ostatnio olej lniany jako reprezentanta olejów wielonienasyconych oraz oliwę z oliwek jako reprezentanta olejów jednonienasyconych. Podsumowując w trzech słowach każdy: oliwa z oliwek to tragedia włosowa mniejsza, a olej lniany - tragedia włosowa większa. Co to oznacza? Ano, że bez sensu wydałam kilka razy pieniądze na olej Alterra oliwa z oliwek i limonka, a zamiast kupować maski zawierające dużą ilość oliwy z oliwek, trzeba było zainwestować w inne produkty, które lepiej by zadziałały. Nie warto też w moim przypadku kupować emolientowych Kallosów, które oparte są na oliwie z oliwek, nie pomogą. Gdybym zrobiła to wcześniej, zaoszczędziłabym pieniądze i szybciej miałabym dobre efekty!

Po drugie, zaufałabym własnej intuicji w kwestii porowatości. Niestety, nabrałam przekonania, że moje włosy są na pograniczu wysokiej porowatości i tak dobierałam pielęgnację. Tak moje włosy zostały też mylnie ocenione na Wizażu. Dziwiłam się, ale uwierzyłam autorytetom. Tłumaczyłam sobie, że suszarka i codzienne mycie mogły przecież aż tak zniszczyć niefarbowane, niestylizowane włosy. Teraz jestem pewna, że był to błąd. Moje włosy są z natury bardzo cienkie i lekkie - nic dziwnego, że gdy były bardzo mocno i bardzo źle degażowane, a potem niepodcinane przez pół roku, tak że dolna warstwa ledwo sięgała ramion, a na czubku były naprawdę krótkie, schły błyskawicznie, a potem sterczały na różne strony. A przecież zanim zaczęłam je cieniować i ścinać coraz krócej, były ścinane na równo w domu i zachowywały się klasycznie jak włosy niskoporowate, łączenie z tym, że wyglądały (jak na moje możliwości oczywiście - genów się nie przeskoczy, nie osiągnę nigdy >10 cm w kucyku, mogę sobie tylko pomarzyć o lwiej grzywie) super mimo pielęgnacji ograniczonej do szamponów i odżywek Clairol's.. Dodam, że rok temu nosiłam całą zimę czapkę z polaru - nie, nie uprałam jej w żadnym zmiękczaczu. I nie przyszło mi do głowy, że czapka to może być tajemniczy powód elektryzowania się włosów :D Gdybym od razu stosowała odpowiednią pielęgnację, miałabym szybsze efekty. Myślę, że moje włosy były wówczas niskoporowate przy głowie, tak jak mają z natury i średnioporowate niżej.  Żeby było najśmieszniej, tak sobie wbiłam tę wysoką porowatość do głowy, że wybiła mi ją dopiero osobiście sama Anwen na listopadowym spotkaniu autorskim, która mnie uświadomiła, że moje włosy, choć rzeczywiście cieniutkie, są klasycznie niskoporowate. Walcząc z puszeniem odżywkami i maskami do włosów wysokoporowatych (czyli nie moich!) często generowałam więcej puchu i osiągałam włosowy efekt jojo.

Po trzecie, ograniczyłabym eksperymenty!!! Zachorowałam na "muuuszę mieć to wszystko" i kupowałam mnóstwo kosmetyków, z czego wiele nietrafionych, zamiast trzymać się tego, co sprawdzone. Największa porażka? Maski! Przed świadomą pielęgnacją uwielbiałam maskę Biovax z olejami, działała świetnie. Zamiast się jej trzymać, odstawiłam ją dla nowości, eksperymentowałam i szukałam. Oczywiście były i plusy, bo znalazłam kilka perełek(czyli inne Biovaxy <3), ale w końcu włosy są ważniejsze niż ciekawość i satysfakcja, że ja też mam modny kosmetyk X. Więcej sensu miały moje działania pod względem szamponów, bo jakimś cudem zmieniając mocniejsze szampony od pewnego momentu dość wiernie trzymałam się tych sprawdzonych łagodnych, czyli Biovax z olejami i do włosów ciemnych. Od jesieni mam je regularnie w łazience. Sprawdzonych kosmetyków trzeba się trzymać i zmieniać dopiero wtedy, gdy przestaną dobrze działać!

poniedziałek, 2 marca 2015

Marcowa aktualizacja włosów

Marcowa aktualizacja, a raczej marcowa porażka... Same zobaczcie:

Marcowa aktualizacja włosów: 62 cm od czoła, 32,5 cm pasmo kontrolne

Po pierwsze, nie udało mi się dostać do mojej fryzjerki na podcięcie - wybrałam się w sobotę rano i okazało się, że do końca dnia nie ma żadnego wolnego terminu :( Końcówki są już w opłakanym stanie, zarówno dolnej warstwy, jak i górnej, odrastającej po degażowaniu. Całość wygląda już bardzo smętnie.

Po drugie, lutowy zestaw kosmetyków się zupełnie nie sprawdził. Włączyłam się wraz z innymi czytelniczkami bloga Anwen do akcji "Testujemy Kallosy". Poważnie podeszłam do tematu i najpierw przez 2 tygodnie używałam wyłącznie wybranego Kallosa, potem włączyłam do pielęgnacji inne maski, tj. kilka razy użyłam czegoś mocno proteinowego (Kallos Keratin oraz Elseve odżywka z argininą), bo moje włosy wręcz wyły o proteiny. Testowałam Kallosa Algae. Przez miesiąc zużyłam CAŁY litrowy słoik! Cienkie i gęste włosy są pod tym względem bardzo nieekonomiczne. Efekty opiszę w osobnym poście, ale dziś jestem pewna, że popularność Kallosów (z wyjątkiem bogatszej wersji Keratin) to wynik niskiej ceny, kolorowych opakowań i napędzającej się mody, a ich główna wartość to możliwość dowolnego tuningowania. Bez tego po prostu ułatwiają rozczesywanie i w żaden sposób nie dbają o włosy.

Po trzecie, przez dwa tygodnie miałam taki sajgon, że brakowało mi czasu na wszystko i nawet włosy suszyłam w pośpiechu, czyli ciepłym nawiewem, dosuszając tylko letnim, a potem zimnym. Od razu czuję pogorszenie stanu włosów. Nie mogę się doczekać wiosny, gdy moje włosy będą mogły schnąć naturalnie...

Po czwarte, zdjęcie zostało zrobione po eksperymencie olejowym.Mija właśnie rok świadomej pielęgnacji, a ja dopiero teraz zrobiłam coś, co powinnam była zrobić na samym początku: przetestowałam solo kilka olejów reprezentujących różne grupy. Wcześniej używałam mieszanek, a solo tylko oleju kokosowego i palmowego, które od jesieni sprawdzały się bardzo dobrze. Teraz poeksperymentowałam z olejem lnianym i oliwą z oliwek. Zyskałam pewność, że żaden z nich nie jest dla mnie - zdjęcie jest po olejowaniu oliwą z oliwek. Widać puch i sianowatość.

Mam nadzieję, że nadejście wiosny poprawi trochę sytuację! Na razie jestem podłamana. I czekam na wolny termin na podcięcie włosów, bo wstyd nosić rozpuszczone :(