wtorek, 14 lipca 2015

Czerwcowo-lipcowa aktualizacja włosów i innych centymetrów

Blog musiał odpocząć przez miesiąc, który był dla mnie bardzo intensywny. Postanowiłam w czerwcu przeprowadzić kurację odchudzającą i zgubić kilka kilogramów. Zacisnęłam zęby i... dziś chwalę się Wam moim sukcesem!

Udało mi się wytrwać pełne cztery tygodnie na diecie owocowo-warzywnej Ewy Dąbrowskiej. O diecie tej możecie poczytać tutaj. Nie jest to wyłącznie dieta odchudzająca, lecz przede wszystkim kuracja odtruwająca, oczyszczająca i odmładzająca organizm. Mogę w 100% potwierdzić superlatywy, o których pisze autorka diety i mnóstwo jej zwolenników. Udało mi się zrzucić 7 kilo, czuję się o wiele lżejsza, a moja cera wygląda bardzo ładnie. Oczywiście jest to też zasługa pory roku, moim zdaniem dla urody najkorzystniejszy okres to przełom wiosny i lata, a szczególnie czerwiec, który jest w ogóle moim ulubionym miesiącem w roku. Bardzo wiele ważnych wydarzeń w moim życiu miało miejsce w czerwcu, a za rok dołączy do nich jeszcze jedno, gdyż właśnie na czerwiec 2016 planujemy z moją lepszą drugą połową nasz ślub! <3

Wracając do diety. Przez pełen miesiąc przestrzegałam ściśle zaleceń: do picia zero kawy, czarnej herbaty, alkoholu, a do jedzenia żadnych produktów poza owocami i warzywami, z wyjątkiem odrobiny oliwy lub oleju lnianego raz dzienne. Mimo wszystko wizja pozbawienia organizmu witamin rozpuszczalnych w tłuszczu była dla mnie zbyt groźna. Poza tym zero kaszy, makaronów, ryżu, jajek, nabiału, mięsa, ryb itd. Pierwszy tydzień był o dziwo bezproblemowy, za to w drugim cierpiałam strasznie i tylko cieszyłam się, że PMS wypadł mi w drugim tygodniu, gdy żołądek był już skurczony i mogłam w spokoju opanowywać moje hormony bez wspomagacza typu kieliszek czerwonego wina lub kawałek czekolady, a nie na samym początku, bo chyba bym zwariowała. Potem już było z górki. Napady głodu uspokajałam orzechami (w niewielkich ilościach), yerba mate, naparami z czystka i pokrzywy i kawą zbożową. Podstawą mojego pożywienia były świeżo wyciskane soki, koktajle owocowe (bez jogurtu oczywiście, same owoce) oraz świeże i duszone warzywa. Taki sposób odżywiania pozwolił mi nauczyć się wsłuchiwać się, czego potrzebuje mój organizm - gdy już oczywiście minęła mi pierwsza faza ("zjadłabym wszystko").

Lato to najlepsza pora na tego rodzaju dietę, bo jest mnóstwo pysznych owoców i warzyw i taką kurację naprawdę można potraktować jako przyjemny letni styl odżywiania, a nie męczarnię z kalkulatorem w ręku. Mimo że już nie jestem w fazie oczyszczającej, nadal jem bardzo dużo warzyw i owoców, za to prawie do minimum zredukowałam chleb i nabiał. Planuję schudnąć jeszcze 3-4 kilo, ale już bez tak radykalnej diety, na spokojnie. Dla utrzymania efektów diety należy raz na tydzień przeprowadzać dzień postny (tzw. dzień przypominający), na samych owocach i warzywach, głównie na sokach. Jako taki dzień wybrałam poniedziałek - zawsze po weekendzie przyda się dać organizmowi czas na przetrawienie wszystkiego, co zostało zjedzone i wypite oraz odtrucie się po zbyt obfitych posiłkach ;)

Na szczęście, włosy, mimo moich obaw, nie ucierpiały zanadto przez miesiąc ograniczenia ilości składników odżywczych. Nie chciałam, aby gubienie centymetrów w talii przełożyło się także na gubienie centymetrów z włosów. Miałam też dla nich mniej czasu: szczególnie przez pierwsza połowę diety więcej spałam, miałam mniej siły, doszedł do tego trudny okres w pracy i zwyczajnie w tygodniu nie zdążałam rano zastosować bardziej skomplikowanej pielęgnacji niż szampon i odżywka w sprayu, a wieczorem padałam spać i nie miałam głowy do żadnych wieczornych rytuałów. W weekend nadrabiałam maskami, ale przyznam, że nie pamiętam miesiąca, żeby naolejować włosy raptem dwa razy - olejowanie to jeden z moich ulubionych zabiegów na włosy! Nie stosowałam też wcierek, piłam tylko codziennie napar z czystka i pokrzywy. Niestety, mimo że z kondycji włosów jestem zadowolona, to jednak połączenie dość ubogiej pielęgnacji z rygorystyczną dietą sprawiło, że od ostatniej aktualizacji, którą publikowałam równo dwa miesiące temu (link tutaj), pomimo codziennego picia pokrzywy i pory roku bardzo sprzyjającej zapuszczaniu włosów, odnotowałam raczej zwyczajny przyrost (1,5-1,75 centymetra na miesiąc).

 Lipcowa aktualizacja włosów: 63 cm od czoła, 35 cm pasmo kontrolne

Na zdjęciu widać przyrost z czerwca i połowy lipca - niestety, włosy nie wyglądają na nim najpiękniej. Były myte poprzedniego dnia, a w dniu zrobienia zdjęcia odświeżone rano suchym szamponem. Jak widać, efekt nie jest najlepszy, ale mimo wszystko jestem zadowolona, bo włosy i tak w pracy były spięte, więc nie było widać ich oklapnięcia górnej warstwy oraz przesuszenia dolnej, a ja zyskałam dobre pół godziny rano. Niestety, codzienne mycie i suszenie przy tej długości zaczyna być uciążliwe i czasochłonne!  Przez dwa miesiące pasmo kontrolne urosło o 3 cm, a włosy razem o 3,5 cm. Jestem zadowolona z tego wyniku, bo mimo że nie jest imponujący, to jednak pokazuje, że "włosy ruszyły" i stopniowo zyskuję na długości, a nie, że widzę przyrost pasma kontrolnego nad czołem, a na długości jako całość włosy zyskują jakiś ułamek milimetra. Ciekawa jestem, czy uda mi się na ślub zapuścić włosy do talii? Został mi niecały rok oraz dwa lub trzy podcięcia po drodze ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz